Dziś odwiedziłam przyjaciółkę. Tydzień temu urodziła córeczkę, trzecie maleństwo w jej rodzinie. Okruszek, drobinka po prostu. Mierzy 48 cm, nie waży jeszcze 3 kg. Gdy wzięłam ją na ręce serce mi biło jak szalone... Najmniejsze dzieciątko jakie widziałam, delikatne i takie drobniutkie. Przy niej moja Gagata to olbrzym. I znowu ogarnęło mnie to dziwne uczucie- taka pokora przed cudem narodzin. Delikatne, miniaturowe wręcz paluszki, a z jaką siłą zamykały się na moim palcu... Jakie to szczęście- być mamą... Dzieci dodają skrzydeł, są niczym małe bateryjki- mam taaaki zapas energii! . Po powrocie ze zdwojoną siłą zabrałam się do lakierowania. Dziś skończyłam nowy świecznik- w moich ulubionych złotych barwach. Pokryty kilkoma warstwami złotej i brązowej farby i porporiny. Efekt- piękny delikatny taki jaki chciałam uzyskać.
I kolejny- skończony jakiś czas temu, dziś również została położona ostatnia warstwa lakieru.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz